O mnie

Tadeusz-zdjecieProszę powiedzieć parę słów o sobie…

Urodziłem się na ziemi mazurskiej. Od dziecka widziałem świat duchowy. Pamiętam czasy, kiedy mój tatuś pracował w kuźni, przychodziłem i opowiadałem mu to co widziałem: aurę ludzi, drzew, promieniowanie kształtów, promieniowanie wody… Szukałem wyjaśnienia, co to jest i dopiero po wielu latach dowiedziałem się czym jest to, co widzę, i wciąż się tego uczę.

Każdy widzi świat inaczej – jest tyle prawd, co ludzi na ziemi. Ja opowiadam o tym, co jest dla mnie prawdą. Każdy powinien brać tylko tyle, ile potrzebuje i tylko to, co jest dla niego najlepsze. Jeśli bierze się wszystko, to nie bierze się niczego tak na prawdę.

Jak zaczęła się Pana praca z uzdrawianiem?

Pewnego razu moją siostrę bardzo rozbolał brzuch, wiła się z bólu. Położyłem jej w tym miejscu ręce i po 10-15 minutach ból minął i nie powrócił. Potem przychodzili inni ludzie i po spotkaniu ze mną mówili, że czują się szczęśliwi, że im pomogłem, że czują się dużo lepiej i lżej. Wtedy zauważyłem, że mam jakiś dar, konkretnie nie sprecyzowany. W 1993, po zrobieniu uprawnień miałem pewność, że to dar wrodzony. Mój szwagier zapoznał mnie ze swoją znajomą – profesor biologii na uniwersytecie Rolnictwa i Leśnictwa w Krakowie, która zajmowała się bioterapią. Skierowała mnie na badania do Kielc – gdzie stwierdzili, że taki się urodziłem, ale dalej muszę pracować nad sobą, żeby dalej się na to otwierać.

Jak wygląda Pana praca z pacjentami?

W mojej pracy z pacjentami dążę do tego, aby nie było powrotu choroby. Dlatego wchodzę w rzeczywistość transcendentalną i stamtąd komórki otrzymują tyle światła, i tyle świadomości żywego Boga – że zaczynają się regenerować, nie dzielą się, nie mutują, tylko żyją prawdziwym życiem – a więc doprowadzają organizm do samoregeneracji, ale za zgodą wolnej woli najwyższej istoty – światła Chrystusowego. Przy każdym zabiegu proszę o tą zgodę wyższą świadomość, ponieważ człowiek jest na tej Ziemi, aby odpracować karmę, a więc nie mogę działać przeciwko człowiekowi. Mogę oczyścić tylko to, na co jest zgoda, inaczej nie można.

Na co zwraca Pan uwagę na co dzień?

W swoim codziennym życiu staram się żyć zgodnie z wibracją miłości tego wszechświata, przede wszystkim nikomu nie szkodzić, wg prawa przyczyny i skutku – nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe – to jest najważniejsze z praw. Obserwuję też, jak ważne jest też to, z jakimi ludźmi się przebywa.

Nasza droga to obserwacja siebie i bardzo ważne jest, aby nie oceniać innych. Trzeba być obserwatorem swojego życia. Kiedy zwracamy uwagę na siebie, wtedy poznajemy prawa życia, a także widzimy siebie w innych ludziach i otaczającym nas świecie – a wtedy nikomu nie zrobimy krzywdy, bo to tak jakbyśmy krzywdzili siebie.

Czy stawia Pan diagnozy?

Nie stawiam żadnych diagnoz, bo to jest ocena. Co innego lekarz, on musi ponieważ został tego nauczony. Ja nie jestem lekarzem, to nie jest mój zawód i nie wolno mi stawiać diagnoz. To byłoby wywyższanie się, do niczego dobrego by nie doprowadziło i w ten sposób nikomu bym nie pomógł. Mówiąc pacjentowi np. „jest pan w początkowym stadium raka” – od razu przekreślałbym jego szanse na wyzdrowienie.

W jakim momencie ludzie zgłaszają się do Pana?

Najczęściej przychodzą ludzie w sytuacjach beznadziejnych, kiedy lekarze powiedzą, że nie ma ratunku. Ale ja jeszcze mogę wtedy pomóc, przywrócić radość życia, przedłużyć życie na miesiąc, parę miesięcy, może na kilka lat. O tym decyduje światło Stwórcy.

Czasem ludzie przychodzą za późno, bo organizm jest zbyt zniszczony i nie jest w stanie odbudować się tak szybko. I wtedy może być już niestety za późno. Trzeba zmienić świadomość człowieka, że należy przychodzić nie jak się choruje, ale o ten moment wcześniej. Ta energia jest spoza czasu i przestrzeni, jest to energia światłości i ona da komórkom tyle siły na subtelnych poziomach, że choroba zostanie pokonana, zanim jeszcze się zacznie. Więc kiedy ktoś czuje, że jest coś nie tak, powinien przyjść na wizytę zapobiegawczo.

Co Pan poleca swoim pacjentom do pracy nad sobą?

Ważne jest 8 bogosławieństw. Jest tam mowa m.in. o miłosierdziu, które jest odpowiednią postawą życiowa. Na tym polega duchowe uzdrawianie. Żyć swoim życiem, z zaufaniem, być czujnym i zapraszać ducha do siebie, do swojego serca.

Swoim pacjentom często daje materiały do pracy nad sobą, dopasowane do potrzeb danej osoby. Każdemu mówię, że najważniejsza i najpotężniejsza mantra to Ojcze Nasz. Jest to uwielbienie Stwórcy, a w sumie siebie samego. Jest to regulacja, harmonizacja i otwieranie wszystkich czakr. Wtedy zmienia się rzeczywistość człowieka. Mówił też o tym Edgar Cayce.

Jak sobie radzić, kiedy pojawia się ból, choroba, czy spotyka nas nieprzyjemna sytuacja?

Nie wolno się bać, trzeba dziękować za wszystko: za ból, za chorobę – nie będzie miała wtedy sił się rozwijać. Kiedy mamy takie nastawienie, otwieramy się na swoją wartość, na ducha którym jesteśmy. Okazując za wszystko wdzięczność, zaczynamy żyć prawdziwym życiem – pokonaliśmy samych siebie, bo pozbyliśmy się pretensji do świata i zaczynamy ufać sobie, doceniać swoją wartość. To, że spotyka nas nieprzyjemność, jest bogosławieństwem – to znaczy, że wszechświat troszczy się o nas i pokazuje prawidłową drogę.

Czy skończył Pan jakieś kursy?

Ja nie chodziłem na żadne kursy, bo nie chciałem nikogo naśladować. Uważam, że chodzenie na kursy i seminaria, kończy się często naśladowaniem osoby prowadzącej. Na początku tak, bo trzeba mieć wiedzę, ale potem każdy powinien iść własną drogą. Wszyscy jesteśmy potężnymi istotami, tylko nie wszyscy o tym pamiętamy. Bóg jest jeden, ale boscy jesteśmy wszyscy. Niebo jest w stanie każdy sam sobie stworzyć, tylko musi uwierzyć w siebie, jaki jest bardzo ważny.

nature-flowers-pattern-circle

Co jest teraz dla ludzi najważniejsze?

Trzeba uwierzyć w siebie, obserwować siebie, nie ma innej drogi. Wskazówki są – podane. Nie wolno nikogo naśladować, tylko iść swoją drogą. Każdy ma mistrza w sobie, w swoim sercu. Trzeba nad sobą pracować, bo jeśli człowiek nie będzie sam nad sobą pracował, to nikt nie jest w stanie mu pomóc. Można wskazać drogę, ale każdy musi przebyć ją własnymi siłami.

Dziękuję za rozmowę.

Mazury, 05.07.2016